|
RYNEK
KAPITAŁOWY
Coraz więcej
kontrowersyjnych debiutów giełdowych
małych firm
Na
parkiecie żerują spółdzielnie
Zarobić nawet
400 procent podczas jednej sesji
giełdowej? To możliwe, ale tylko dla
wąskiego grona wybranych inwestorów.
Dyskusyjnym pierwszym notowaniom
spółek przygląda się Komisja
Papierów Wartościowych i Giełd
- Naładowali
"leszczy" - takie komentarze można
przeczytać na internetowych listach
dyskusyjnych dotyczących giełdy. Co to
oznacza? W przypadku ostatnich debiutów
spółek Hyperion i One-2-One, które
przygotował Dom Maklerski IDM, pierwsza
sesja wydawała się bardzo udana. Kursy
akcji rosły o kilkaset procent. Potem
szybko straciły na wartości, zbliżając
się do cen emisyjnych. Wspomniane
debiuty przynosiły olbrzymie zyski
jedynie wąskiej grupie inwestorów.
Cuda podczas
pierwszych notowań
- W wielu
miejscach można było usłyszeć, iż spółka
One-2-One sprzedała swoje akcje dość
drogo. Mimo to na otwarciu pierwszej
sesji cena została ustalona o 170 proc.
wyżej od emisyjnej. Trudno to
wytłumaczyć inaczej niż ewidentną
dominacją chciwości nad zdrowym
rozsądkiem - komentuje Tomasz Jerzyk,
analityk z DM BZ WBK. Można
przypuszczać, że papiery spółki
sprzedawali drogo ci inwestorzy, którzy
objęli je w ofercie publicznej.
Wcześniej analogiczna sytuacja miała
miejsce w przypadku ofert PC Guard,
Inwest Consulting (oferty przygotowywał
BM BISE) oraz eCard (z portfela Capital
Partners). Ofertom tym towarzyszyły
przeważnie duże redukcje zapisów (rzędu
80 - 90 proc.). W przypadku Hyperiona
dom maklerski mógł przyznać preferencje
inwestorom. Na podstawie imiennych
zaproszeń do złożenia zapisów na akcje
ich zlecenia nie były redukowane.
Chybione
wyceny
Zespoły
analityczne biur maklerskich z reguły
wyceniały akcje giełdowych pionierów
znacznie poniżej ceny ich debiutu. IDMSA
szacował, że uwzględniając bardzo
optymistyczne prognozy, akcje One-2-One
są warte 11 zł, czyli 10 proc. powyżej
ceny emisyjnej. Rozkręcenie kursu z
uwagi na niewielką wartość emisji (13
mln zł) zainteresowanym nie nastręczało
większych problemów. Ten sam zabieg
prawdopodobnie zastosowano w przypadku
Inwest Consulting. Tu wartość oferty
była jeszcze mniejsza - 5,4 mln zł. Z
kolei walory Hyperiona analitycy IDM SA
wycenili na 7,92 zł za sztukę. Giełdowy
debiut był imponujący - stare akcje
drożały nawet o 400 procent. Wzmożony
popyt na stare papiery spowodował, że
prawa do akcji nowej emisji Hypieriona
podrożały o ponad 40 proc. w stosunku do
wyceny analityków. Podobny zabieg
zastosowano przed ponad rokiem na
walorach PC Guard.
Charakterystyczną cechą tych operacji
jest to, że po pierwszym dniu ostrej
wymiany akcji następuje spadek notowań,
a obroty zanikają. Może to oznaczać, że
zainteresowani bądź też zaufani
"inwestorzy" już sprzedali akcje,
zgarniając krociowe zyski. W pierwszym
dniu notowań obrót tymi papierami jest
większy niż wartość samych firm, a
przecież nie jest to normą na parkiecie.
Czy była zmowa
inwestorów
Wspomniane
debiuty rodzą podejrzenia o aktywność
tzw. spółdzielni inwestorów. Komisja
Papierów Wartościowych i Giełd jest
powściągliwa w komentarzach, ale
deklaruje, że analizuje wszystkie takie
przypadki. Warto wspomnieć podobnegrupy
inwestorów z przeszłości: słynną
"poznańską WIRR-ówkę" (podbijała kurs
akcji Chemiskóru, Dom-Plastu i Echa
Investment), "grupę skierniewicką"
(inwestowała m.in. w Gant, Próchnik,
Budopol i Optimus) oraz niebotyczne
podciąganie kursu ŁDA Invest, Alchemii
czy Skotanu.
- Sytuacja, w
której spółka w dniu debiutu zyskuje 170
proc., a potem jej kurs wyraźnie spada,
nie podoba mi się - mówi Tomasz
Czechowicz, prezes funduszu MCI.
Notowany na giełdzie fundusz wprowadził
na parkiet kilka spółek ze swojego
portfela, m.in. Bankier.pl,
Travelplanet.pl i One-2-One. Czechowicz
podkreśla, że problem nie leży po
stronie spółki czy jej inwestorów, lecz
biura maklerskiego, giełdy i
spekulacyjnego podejścia rynku. Nie
wyklucza weryfikacji strategii przy
przeprowadzanych ofertach i weryfikacji
współpracy z biurem maklerskim. Sytuację
można uznać za normalną , gdy kurs po
debiucie rośnie o 10 - 30 proc.
Wiceprezes IDM
SA Rafał Abratański nie uważa, że biuro
maklerskie nie dochowało należytej
staranności.
W przypadku
One-2-One giełda nie zgodziła się
dopuścić do obrotu starych akcji,
dlatego na pierwszej sesji notowane były
wyłącznie prawa do akcji nowej emisji.
To przy dużym popycie na akcje może
sprzyjać spekulacyjnemu windowaniu kursu
w górę. W przypadku Hyperiona stare
akcje znajdujące się w rękach wąskiego
grona inwestorów ciągnęły w górę nowe
akcje. - Taka sytuacja jest
niebezpieczna z punktu widzenia rynku
kapitałowego. Nie wiem, czy można coś z
tym zrobić na poziomie regulacji. Być
może trzeba poczekać, aż ktoś na IPO
straci, wtedy sytuacja wróci do
normalności - zaznacza Czechowicz. Warto
przypomnieć upchane wąskiej grupie
inwestorów oferty akcji sprzed dwóch lat
- m.in. Polcoloritu, Tras-Tychy,
Betacomu, Hoopa, Impela, Ceramiki Nowa
Gala czy Hygieniki. Inwestorzy na
lokacie w te papiery sporo stracili.
SZYMON
KARPIŃSKI, współpraca Cezary
Adamczyk
|
Sterowanie kursem to
przestępstwo |
|
specjalnie dla "rzeczpospolitej"
|
|
|
Łukasz Dajnowicz,
rzecznik prasowy
KPWiG
|
Każdy
dyskusyjny debiut i towarzyszące
mu okoliczności Komisja sprawdza
pod kątem ewentualnego
naruszenia przepisów prawa.
Jeśli w toku naszych wyjaśnień
okazuje się, że mogło dojść do
manipulacji i nielegalnego
porozumienia w ramach tzw.
spółdzielni, to podejmujemy
współpracę z prokuraturą. Za
manipulację grozi sankcja karna.
Z jednej strony jest to kolejny
etap w rozwoju naszego rynku na
giełdę wchodzą niewielkie spółki
z nowoczesnych branż z dużym
potencjałem, ale z drugiej
strony każdy taki przypadek
trzeba sprawdzić.
|
Czytaj także
Rzeczpospolita
29.08.2006
|